Dziś chciałabym podzielić się z Państwem myślą, która po raz pierwszy przyszła mi do głowy w czasach pandemii, a która do dziś definiuje to, jak patrzymy na nauczanie w naszej szkole.

Skok na głęboką wodę, czyli początki online

Dobrze pamiętam ten moment: informacja o pierwszym pełnym lockdownie i nagła wiadomość, że nie możemy kontynuować zajęć stacjonarnych. Pojawiła się wtedy ogromna pokusa, żeby to zwyczajnie przeczekać i odrobić lekcje, gdy wszystko „wróci do normy”. Jednak ważąc wszystkie za i przeciw, uznałam, że najważniejsza jest ciągłość procesu uczenia. Nie chciałam ryzykować odkładania nauki na później.
Całe szczęście, bo te planowane „dwa tygodnie” zmieniły się w dwa i pół miesiąca. Musieliśmy wskoczyć obunóż do tej zimnej wówczas wody i wziąć się za prowadzenie zajęć online – również w grupach i również dla najmłodszych, nawet przedszkolaków.

Wyzwania, mikrofony i… podpowiadający rodzice

Początki były, delikatnie mówiąc, wyzwaniem. Pamiętacie to jeszcze? Nasza wspólna umiejętność obsługi aplikacji wideo była w powijakach. Rodzice, postawieni przed koniecznością nauki online, nie byli zachwyceni. Borykaliśmy się z kiepskimi połączeniami, brakiem mikrofonów, a czasem… z rodzicami cichcem podpowiadającymi dzieciom odpowiedzi zza ekranu 🤭.
Szybko jednak odkryliśmy fantastyczne narzędzia interaktywne. Na zajęciach zaczęli gościć domowi ulubieńcy, dzieci pokazywały sobie pokoje, nazywaliśmy przedmioty z najbliższego otoczenia. Uczyliśmy się, jak zamienić „przykucie do ekranu” na prawdziwie wspólne, angażujące doświadczenie.

Niespodziewany przełom: Gdy wycofane dzieci rozkwitają

Kiedy już oswoiliśmy technologię, zauważyłam coś fascynującego. Wśród dzieci uczestniczących w zajęciach online nastąpiło całkowite odwrócenie dotychczasowej dynamiki. Te osoby, które na zajęciach stacjonarnych bywały wycofane, łatwo się rozpraszały lub miały trudność z regulacją emocji, nagle zaczęły czuć się bezpiecznie. W swoim pokoju, przy zmniejszonej liczbie bodźców, niespodziewanie rozkwitły pod względem akademickim. Znajome otoczenie i ogólne poczucie bezpieczeństwa zadziałały cuda dla ich koncentracji.

Nauka pływania a komunikacja

Często powtarzam tę metaforę: jeśli uczymy się pływać, nie rzucamy się od razu w wysokie fale. Dla wielu osób potrzebujących wejść w świat komunikacji krok po kroku, tradycyjne, pełne bodźców zajęcia w sali mogą okazać się zbyt przytłaczające. To właśnie tam rodzi się frustracja, zrażanie do języka i krzywdzące etykiety. Widzę to później u dorosłych, którzy trafiają do nas po latach nieskutecznej nauki, chcąc zacząć wszystko od początku, bo ich pierwsze doświadczenia były zbyt trudne.

Lekcja demokratycznej edukacji

Pandemia dała mi nieprzewidzianą, ale cenną lekcję. Udział w lekcji online może być bardziej demokratyczny i dostępny. To przestrzeń dla tych, którzy w tradycyjnej grupie nie czują się na tyle swobodnie, by skutecznie się uczyć. Dziś wiemy, że oferując różne formy kontaktu z językiem, dajemy naszym uczniom coś najważniejszego: wolność bycia sobą.

Scroll to Top