Buty a nauka języka

”Jak to, masz trzy godziny angielskiego w tygodniu od czterech lat. Powinnaś była się tego nauczyć w szkole!” Rodzicu, jeśli nigdy nie zdarzyło Ci się powiedzieć albo choćby pomyśleć takich słów, to byłabym bardzo zdziwiona!

Z drugiej strony, zupełnie nie jestem zdziwiona, że zajęcia językowe w szkole nie są skuteczne. 

Wyobraź sobie, że postanowiliśmy objąć całe społeczeństwo programem darmowej dystrybucji butów. Wszak butów każdy potrzebuje, szczególnie w naszym klimacie w czasie roku szkolnego, a prawo do godnego buta powinno być niezbywalnym prawem każdego człowieka. Wszystko świetnie, rodzice entuzjastycznie zapisują się do kolejki na darmowe buty na trzy lata do przodu. Z tym, że takie powszechnie dostępne obuwie wymaga ścisłego uproszczenia produkcji i optymalizacji kosztów, szczególnie, że budżet mamy na każdym kroku starannie monitorowany i bezlitośnie ściskany, żeby nie zostać w samych butach, bo to jak wiadomo w żaden sposób nam do pełni ubioru nie wystarcza. 

Skutkiem tego, wszystkim siedmiolatkom rozdajemy gustowne bure trzewiki w najbardziej w tym wieku upowszechnionym rozmiarze 29.

A na pytanie, czy każdemu indywidualnemu siedmiolatkowi, którego stopa ma nie tylko rozmiar, ale także kształt, że już nie wspomnę o preferencjach estetycznych i różnego rodzaju aktywnościach, będzie się w tym dobrze chodziło, odpowiedzcie sobie sami. 

Powszechny dostęp do edukacji jest absolutnie wspaniałą zdobyczą cywilizacji, kto wie, czy nie lepszą nawet, niż buty. Zarazem jednak widzimy, że w edukacji nadal w wielu kwestiach pokutują negatywne skutki podejścia do nauczania rodem z fabrycznego taśmociągu z czasu dziewiętnastowiecznej rewolucji przemysłowej. 

Nasze stopy mogą się różnić od siebie długością, szerokością, wysokością podbicia, ułożeniem palców i wrażliwością. Nasze mózgi mają zdecydowanie większą liczbę parametrów, którymi się od siebie odróżniają. Wszyscy mamy różne stopy i jesteśmy też neuroróżnorodni. Podobnie jak neuroróżnorodne są mózgi naszych dzieci. Dlatego potrzebują one sposobu uczenia się dostosowującego się do tych parametrów, pozwalającego nie na równanie do arbitralnej średniej wiedzy, a na osiąganie stałego postępu względem indywidualnego punktu startowego.

Mam nadzieję, że niebawem takie rozwiązania zindywidualizowane, szczególnie istotne dla neuroatypowych dzieci na przykład z ADHD, ASD, dysleksją, a równie korzystne dla dzieci neurotypowych, będą wszechobecne. Nie bez powodu metoda Montessori znana z dostosowania do indywidualnych potrzeb dziecka cieszy się uznaniem wielu pedagogów i może się pochwalić gronem znakomitych absolwentów takich szkół.

Zanim jednak zindywidualizowane podejście do poziomu i potrzeb ucznia będzie w pełni powszechne, szukajcie w miarę możliwości rozwiązań do tego zbliżonych – może chociaż wkładka albo kolorowe sznurowadła. A my? My uszyjemy dla Was but na miarę.

J

Leave a Comment

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Scroll to Top